kawa i papierosy
Posted in photos on October 30th, 2005 by aiglon




Warszawa, 29 października, cyfraq

Warszawa, 28 października, cyfraq
Nie mogłam sie oprzeć pokusie zrobienia zdjęcia.
Tak zadbane publiczne toalety spotkać można tylko w Pałacu Kultury.




Warszawa, 28 października, cyfraq
Jestem zbyt zmęczona, żeby nawet próbowac opisywać co sie działo.
Latina dała tortille. Z rybą. Ktoś kupił programy. Hurtowo. Nie dawali robić zdjęć, nie widziałam nawet sekundy spektaklu, Chińczycy są mojego wzrostu lub niżsi.
Padam z nóg.


Warszawa, 28 października, cyfraq
Wspieram polską przedsiebiorczośc taksówkarską.
Szczgólnie TELE Taxi (9627). Zaczynaja mnie już poznawać po głosie.




Warszawa, 28 października, cyfraq
Ja wiem, że to dar ZSRR, ale nie da się ukryć, że wrażenie robi.
Zdjęcia stylizowane na czas, kiedy jeszcze nie mieliśmy podarunku.
I jeszcze nei było ZSRR.

Autoportret z blizną
Kiedy faceci dowiadują się, że jestem grafikiem, podejrzliwiej patrzą na moje zdjęcia.
No cóż, co można zrobić za pomosą Photoshopa i kilku chwil czasu.
Oryginału nie ma do wglądu, bo jest straszny (byłam chora, zła, niewyspana i wściekła).
No i go nie mam jak pokazać ;-)

Warszawa, 27 października, cyfraq
Jutro trzynastogodzinny dzień pracy. Dzisiaj już był odjazd. Jutro się pomordujemy.
A ja spać nie mogę.

Warszawa, 27 października, cyfraq
Że zacytuję wypowiedź pani Małgorzaty:
“Proszę Państwa - w tej sytuacji została nam już tylko emigracja.”

na dobranoc
Lud polski w zasadniczej większości, która ruszyła się do urn, władzę nad krainą ani piękną ani bogatą przekazał w ręce polityka antyliberalnego. Winno się go wobec tego określać konserwatywnym, jednakże raz, że konserwatyzm ten przedziwne ma oblicza, dwa, że słowo to może nie zostać niezrozumiane przez niektórych wyborców.
Jak i liberalizm.
Liberał, ten Tusk wstrętny, a to przeciw niemu do urn się poszło. Mniejsze zło, w sensie dosłownym wręcz, wybrać należy. Precz z Donaldem i jemu podobnym! Bo każdy liberał to mason, Żyd, pedał i komunista. Kradnie, oszukuje i zabija. Gwałci małe dziewczynki. Używa trudnych słów. Ma. Posiada. I nie chce oddać innym.
Liberałów wszystkich z Polski wyrzucić należy, albo w obozach zamknąć. Niech uczą się pracy uczciwej, znaczy się za darmo i do krwi. Niech co drugie słowo klną jak szewc, niech piją najpodlejszą polską wódkę, niech plują i rzygają gdzie popadnie, niech siedzą pod blokami i znudzeni wpatrują się wniebo nieskalani żadną myślą. Rozpędzić, nauczyć porządku, bo porządek to lud.
Jak wygląda liberał? Ma małe świńskie oczka, niezdrową budowę ciała lub nazbyt zdrową, nazbyt przytomne spojrzenie, cerę ziemistą lub zbyt opaloną. Patrzy w przyszłość, przelicza. Ma portfel ze skóry, a w nim plik banknotów. Pracuje. Kupuje. Podróżuje. Widzi na codzień cuda architektury wielkich marketów na obrzerzach wielkich miast. Nie licz na to, że ciebie ochroni. On chce ciebie zniszczyć. Zatańczyć na twoim grobie. Zakpić. Splunąć w pogardzie.
Nie wierzy w Boga, nie czci Najświętszej Panienki. Nie ma dla niego żadnych świetości. Nie patrzy ślepo w ukochanego kapłana, co na ambonie i w eterze odsłania boską prawdę. Rozpustnie plotkuje o spuszczonych spodniach księży, żeni się ze swoim kolegą z klubu bardzo drogich samochodów. A później nocami z rykiem silnika pod domami zwykłych ludzi afiszuje się swoim żydostwem, masonerią i pedalstwem czerownym ferrari.
Nie ma w nim polskiej krwi. Stworzony jest z popiołu chytrych rabinów, z podstępnych masonów. Nie ma matki ani ojca, sąsiadów, przyjaciół. Nie ma rodziny. Wartośc jedna w nim tylko - żeby żyć. Nie wylicza grzechów innym, a znaczy że swoje ukrywa skrzętnie. Wieczorem przed zaśnięciem obmywa sie w czerwieni komunistycznych wspomnień. Ma dwadzieścia, trzydzieści parę lat i nie mści się za zburzoną Warszawę. Za morderstwo Popiełuszki. Za krzywdy sąsiada z pierwszego piętra. On wybacza i nowy rozdział Polski rozpoczyna. Z Niemcami piwo pije, z Rosjanami kawior spożywa. A krew przodków niepomszczona i zapomniana. Twierdzi, że Wałesa to człowiek uczciwy i że kraj za sobą porwa, a papież człowiekiem był wielkim, świetości jego nie doceniając.
Paszport polski nosi, w obce kraje jeździ. Wypoczywa, relaksuje się, a przecież wysiłku przed sklepem czekania na zajecie nie zna. A prawem ni ludzkim ni boskim nie powinien jeździć. Tam tylko nakradnie, a znowu nic nie odda. Jemu trzeba na rece dobrze patrzeć. Zbyt czyste i zbyt pachnące. Zbyt piękne krawaty i czyste mundury garniturów. A w piwnicy pewnie trwoga i śmierć dzieci zgwałconych, Gazeta Wyborcza na czerwonym adamaszku, na ścianach zamiast krzyża prezerwatywa.
Narkotyzuje się, o duszy swojej nie pamieta, bo ją dawno sprzedał. Nie pamięta octu i zapałek, a teraz kupuje szynki i winogrona, nie patrząc, że prawdziwym Polakom nadal jedynie na ocet i zapałki starcza. Wstaje rano, po południu i ogląda telekspress. Do obiadu nie pije siarczanego wina, po kolacji nie kradnie kolejowych szyn. Wieczorem tańczy dziko na paradzie tych gejów i lesb, cudze dzieci chcąc im oddać na wychowanie w norach rozpusty i sodomii, a później z nonszalancją rozprawia o wolności. Nie słucha różańca, nie bywa w Częstochowie.
Podaje rękę Murzynowi, a z Arabem rozprawia o droguch ogierach i wdziecznych dziewkach. Dziewkach z naszej krwi, nie z jego. Podatki chce liberał płacić mniejsze. Cham! Mniej na renty, na zasiłki nie starcza. A on jeno będzie patrzył jak stos pieniedzy rośnie na środku złotego pałacu. I siedział na nich głośno warcząc na kazdego prawdziwego Polaka, który prawem boskim będzie chciał wziąść trochę. Chce euro, żeby cztery razy drożej za chleb płacić. Nie wie, ile kosztuje kilo ziemniaków. Za szkołę też chętnie dziecku swemu kradzionym dolarem zapłaci, aby później z mądrymi książkami przechodzio się dumnie, drwiąc z tych, co na służbę skazani są. A dziecko będzie miał jedno, bowiem resztę usunie. Wszystko z wygody i chęci mordowania. Wszystkich uczciwych pomorduje nic nie dając. Nic!
Uczciwym się należy. Uczciwi ludzie polską krew w żyłach mają. Słuchają radia głośno i na kościół biedny ostatnie grosze dają. Tam Żydów nie ma, tylko nowe Mercedesy.
Mamy kwiat polskiej młodzieży. Mamy mężczyzn wspaniałych, co karnie do boju stają. Moralności bronią kopniakami i pięścią. Oni wiedzą, że kraj ten naprawić trzeba siłą. Powstaniem cichym, morderczym. Złota polska krew, hardy wyraz twarzy. I za wodza, za wodza, do boju. Silny kark, silnę ramię, cięzkie buty i błędny wzrok. A zaraz obok nich inni, dumnu, piękni i szlachetni wysypują własne zboże, krew ziemi na tory. Podnoszą głowy coraz wyżej. Precz. Idz do Unii liberale. Idz i patrz, jak my rządzić siebie będziemy. Zabierz ze sobą wszystkie dziwki, zabierz pracujące kobiety, co miast w domu siedzieć, odbierają pracę mężczyznom, zabierz płody i kondomy, zabierz cały ten pedalski ród. Zabierz wszystko co złe komuna nam przyniosła. Zostaw to, co było dobre, zostaw swoje złote konto. Idz, jak stoisz. Polak pokrzepi się twoim Johnym Walkerem, kiedy kraj ten będzie ratował i przebudowywał. Polak podzieli sprawiedliwie. Polak potrafi.
Zabić liberałów. Wybić co do jednego. Każdy to złodziej, każdy bandyta, Choćby miał uśmiech na twarzy i szczere spojrzenie - on cie okrada, z tego co Polakowi się należy. Kara śmierci dla złoczynców. Pod topór niech dają głowy, a z nimi dziwka największa - Unia Europejska, co z grobu Hitlera i w umysłach rządnych na władzę masonów sie narodziła. To przez nią córka sąsiada ledwo czternaście lat mając w ciażę zaszła. To ona na kuzynowi butelke do ręki wcisnęła. To ona właśnie ksiedza naszego nazywa oszołomem i oszustem. To ona. To Szatan. A wszyscy jej wierni, to szatańscy słudzy.
Niech zdychają wszyscy. To nic, że nic nie będzie potem. Dajcie się ludowi napatrzeć. Dacie ludowi igrzyska, a o chlebie nie będzie pamietał. Dajcie ludowi krwi. Niech świętuje.
Niechaj chwali Rzeczpospolitą Polską numer cztery.

Warszawa, 26 października, cyfraq
NIe czuje sie jakoś wybitnie ważna. Boli mnie tylko głowa od farby drukarskiej.
Rachunek za taksówkę zaboli szefa.

Warszawa, 26 października, cyfraq
Nikt nie wie kiedy dziewczyny z bileterii wychodzą.
I kiedy śpią.

Warszawa, 26 października, cyfraq
Ale przynajmniej była pizza na koszt firmy.

Warszawa, 26 października, cyfraq
Nie bój sie braciszku - niewątpliwie podzielimy świat wpływów odpowiednio.