clouds
Posted in photos on July 16th, 2006 by aiglon

16 lipca, Warszawa, cyfraq
Piękne niebo dzisiaj było. Aż za piękne.


16 lipca, Warszawa, cyfraq
Piękne niebo dzisiaj było. Aż za piękne.

16 lipca, Warszawa, cyfraq
Sądząc z postury, to wręcz ex górnik. Podobno patrzy w jakimś celu na drugą stronę Wisły. W jakim - nie mam bladego pojęcia. Wygląda jakby miał głeboką ochotę na piwo.

16 lipca, Warszawa, cyfraq
Zagdała się jak widać. I to całkiem nieźle. Zdążyłam już trzasnąć trzy groby w międzyczasie.


16 lipca, Warszawa, cyfraq
Centrum z niepolitycznej strony robione, od tyłu wzięte. Ściemniało się.




16 lipca, Warszawa, cyfraq
Czarnobiałe mury czegoś, co kiedyś było czymś. Warszawska Praga zachwyca obrazami malowanymi ponad pół wieku temu, na których teraz farba się łuszczy. W tym sztuka, jakimi płatami odchodzi.

16 lipca, Warszawa, cyfraq
No i znowu karty. Crowley na cmentarzu. Mrówki mnie oblazły. Niedługo za coś takiego bedą aresztowac jasna cholera.

16 lipca, Warszawa, cyfraq
Na tym moście wszystkie filmy kręcili. Przynajmniej te, które miały na tyle wysoki budżet, że było producentów stać na zatrzymanie ruchu. Te z mnmiejszą kasą miały sceny nocne.


16 lipca, Warszawa, cyfraq
Anioł stróż we własnej osobie. I jak nie chcieć fajnego nagrobka po śmierci, hę?
Freude, schoner Gotterfunken,
Tochter aus Elysium,
Wir betreten feuertrunken,
Himmlische, dein Heiligtum.
Deine Zauber binden wieder,
Was die Mode streng geteilt,
Alle Menschen werden Bruder,
Wo dein sanfter Flugel weilt.
Seid umschlungen, Millionen!
Diesen KuB der ganzen Welt!
Bruder - uberm Sternenzelt
MuB ein lieber Vater wohnen.
Wem der groBe Wurf gelungen,
Eines Freundes Freund zu sein,
Wer ein holdes Weib errungen,
Mische seinen Jubel ein!
Ja - wer auch nur eine Seele
Sein nennt auf dem Erdenrund!
Und wers nie gekonnt, der stehle
Weinend sich aus diesem Bund.
Was den groBen Ring bewohnet,
Huldige der Sympathie!
Zu den Sternen leitet sie,
Wo der Unbekannte thronet.
Freude trinken alle Wesen
An den Brusten der Natur,
Alle Guten, alle Bosen
Folgen ihrer Rosenspur.
Kusse gab sie uns und Reben,
Einen Freund, gepruft im Tod,
Wollust ward dem Wurm gegeben,
Und der Cherub steht vor Gott.
Ihr sturzt nieder, Millionen?
Ahnest du den Schopfer, Welt?
Such ihn uberm Sternenzelt!
Uber Sternen muB er wohnen.
Freude heiBt die starke Feder
In der ewigen Natur.
Freude, Freude treibt die Rader
In der groBen Weltenuhr.
Blumen lockt sie aus den Keimen,
Sonnen aus dem Firmament,
Spharen rollt sie in den Raumen,
Die des Sehers Rohr nicht kennt.
Froh, wie seine Sonnen fliegen
Durch des Himmels prachtgen Plan,
Wandelt, Bruder, eure Bahn,
Freudig wie ein Held zum Siegen.
Aus der Wahrheit Feuerspiegel
Lachelt sie den Forscher an.
Zu der Tugend steilem Hugel
Leitet sie des Dulders Bahn.
Auf des Glaubens Sonnenberge
Sieht man ihre Fahnen wehn,
Durch den RiB gesprengter Sarge
Sie im Chor der Engel stehn.
Duldet mutig, Millionen!
Duldet fur die beBre Welt!
Droben uberm Sternenzelt
Wird ein groBer Gott belohnen.
Gottern kann man nicht vergelten,
Schon ists, ihnen gleich zu sein.
Gram und Armut soll sich melden,
Mit den Frohen sich erfreun.
Groll und Rache sei vergessen,
Unserm Todfeind sei verziehn,
Keine Trane soll ihn pressen,
Keine Reue nage ihn.
Unser Schuldbuch sei vernichtet!
Ausgesohnt die ganze Welt!
Bruder - uberm Sternenzelt
Richtet Gott, wie wir gerichtet.
Freude sprudelt in Pokalen,
In der Traube goldnem Blut
Trinken Sanftmut Kannibalen,
Die Verzweiflung Heldenmut.
Bruder, fliegt von euren Sitzen,
Wenn der volle Romer kreist,
LaBt den Schaum zum Himmel spritzen:
Dieses Glas dem guten Geist!
Den der Sterne Wirbel loben,
Den des Seraphs Hymne preist,
Dieses Glas dem guten Geist
Uberm Sternenzelt dort oben!
Festen Mut in schweren Leiden,
Hilfe, wo die Unschuld weint,
Ewigkeit geschwornen Eiden,
Wahrheit gegen Freund und Feind,
Mannerstolz vor Konigsthronen -
Bruder, galt es Gut und Blut:
Dem Verdienste seine Kronen,
Untergang der Lugenbrut!
SchlieBt den heilgen Zirkel dichter,
Schwort bei diesem goldnen Wein,
Dem Gelubde treu zu sein,
Schwort es bei dem Sternenrichter






16 lipca, Warszawa, cyfraq
Część druga czyli budynki wszelakie. Klimat chwilami jak z Tajemniczego Ogrodu. Bardziej pamiętam anime niż wersję Holland, ale pomińmy.


16 lipca, Warszawa, cyfraq
Warszawska Praga, a klimat jak na produkcji Sleznicka.

16 lipca, Warszawa, cyfraq
Po raz pierwszy w życiu widziałam, żeby helikopter leciał i trąbił.













16 lipca, Warszawa, cyfraq
Część pierwsza czyli pomniki wszelakie i otoczenie ogólne. Tak spokojne miejsce, że aż się chce umierać.


11 lipca, Warszawa, cyfraq
Spóźnione trochę archiwa architektury wszelakiej. Na pięknej kamienica z podpórkami. Urocze i mimo wszystko egzotyczne. W tym znaczeniu, że ktoś w ogóle dba, żeby sie nie zawaliło. To nowość.
Na życzenie - streszczenie Illiady.
Illiada to taka historyjka o jednym starszawym kolesiu, który sobie wział za żonę bardzo fajną laskę, niemniej za dużo siedział z kolegami przy szachach, więc się puściła z młodszym i bardziej zainteresowanym. Efektem czego ten starszy zwołał wszystkich kolegów, wsiadł do dużej ilości łodek i zaczął dobijać się do sypialni gacha, co by żonę odzyskać. W jakim celu - nie wiadomo, bo kobieta ruszana uważana była za wartośc mniejszą niż zero, ale pomińmi. I tak się kolega dobijał przez 10 lat, w końcu ubił całkiem sporo rodziny gacha, cześc doprowadził do depresji,a jego najlepszy kumpel od kielicha dostał w piętę i umarł. W ramach powiększenia poziomu absurdu zbudowali wielkiego drewnianego konika, wymordowali wszystkich w gacholandzie i wszyscy później żyli niedługo i nieszczęśliwie. Cała ta mało zabawna historyjka jest tak naprawdę wstępem do opowieści o bełtaniu się w łodzi takiego jednego, co lubił morskie larwy i rzygał na pełnym morzu przez kolejne 10 lat. Może być?

9 lipca, Warszawa, cyfraq
Can you see into my eyes like open doors leading you down into my core what you should see? Every day is changing me, changing all around. Call my name saving me. All before frozen inside without your touch, without your love. This is the time I’ve waited for whole my life. Perfectly sure of myself. Perfectly sure of my world. Dying of trying to make everything fine. Some paranoic things around form the not a very good past. I’m still learning how to be again. Still learning how to care. Still learning you. Trust you like child, with no doubt. First time since was born. Whole yours.