
5 listopada, Warszawa, cyfraq
Podczas gdy cała Polska ma niewybredny i chamski ubaw z jednej politycznej marionetki w uszatce, jako przyzwoite koleżanki po pokojach, robimy sobie pazurki. Piłując, lakierując i robiąc inne starszne rzeczy myślę sobie o tym biednym chłopku roztropku, Kononowiczu niejakim i jakoś mi smutno. I nawet nie z niego, nawet nie z faszystów, którzy wystawili go na poczet własnej niesławy, tylko z tych wszystkich pseudodziennikarzy, którzy mają więcej słomy w butach niż rzeczony kandydat. NIgdy i nikomu nie powinno odmawiać się szacunku, tym bardziej, że “śmieszność” małego misia nie jest zamierzona. Prosty, ubogi, wierzy w to co mówi i wiadomo, że do Polityki, a nawet polityki nie pasuje. Ktoś go jednak zgłosił, ale ktoś się śmieje.
A zabawne jest może przez jakieś 5 minut.